sobota, 3 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ 2.




        9.01 Nie spałem całą noc. Nie mogłem. Gdy zamykałem oczy od razu widziałem Samantę, Louisa, Księżyc... MASAKRA!To wszystko mieszało mi się. Louis jako Brudny Anioł. Co to w ogóle było?! Brudny Anioł. Te dobre robią dobrze rzeczy, te ciemności złe... A BRUDNE?! Czym one się różnią?!
Ale jest też opcja, że Samanta kłamała. Ale... Po co? Po co miałaby kłamać? Nie zna mnie, czego mogłaby ode mnie chcieć? Co dałoby jej to, że mnie okłamała? Nie wiem... Za dużo tego wszystkiego na raz.


       10.34 Idę na dół. Muszę się ogarnąć. Wstałem i ruszyłem na dół po schodach. Byłem już w ich połowie gdy usłyszałem muzykę. Dobiegała z dołu. Chwyciłem wazon z półki. To mógł być włamywacz. Spokojnie Harry. Jebniesz mu w głowę, później dzwonisz na policję. Zacząłem powoli schodzić w dół. A jeśli on ma broń?! To rzucisz wazonem! No! A jeśli jest ich dwóch?! Oj dobra!
Zszedłem na dół i poczułem się jak w filmie akcji. Emocje, broń, włamanie... Czad! Z drugiej strony... WŁAMANIE! Harry wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech...
-Rodzisz?- usłyszałem głos za sobą i krzyknąłem z zaskoczenia i rozbiłem wazon o ścianę.Odwróciłem się szybko i próbowałem nie dostać zawału.
-Wszystko ok?-spytał Louis z rozbawieniem w głosie. Taaa! Jego to śmieszy a ja tu walczę z zawałem!
-Co Ty tu robisz?! Włamałeś mi się do domu?!
-Nie. Okno było otwarte-Odpowiedział z szerokim uśmiechem i pokazał na rozbite okno w kuchni.
-Co?!Rozjebałeś mi okno!!!-stanąłem przed rozbitym oknem w kuchni. Wyglądałem pewnie jak idiota. Stałem z głupią miną, za długich spodniach od piżamy nad szkłem w kuchni.
-Skleimy!- Podszedł do mnie Louis z taśmą klejąca w ręku.
-Czy Ty?! Co Ty?! UGGGGHHHHHHHHHHHHH!!!- Siadłem zdenerwowany na podłodze.
-Harryyyy... Ale mam coś dla Ciebie...- Popatrzyłem na Louisa.
-Rozwaliłeś kanapę w salonie?
-Nie...
-Lampę?
-Niee...
-Plazmę?!!
-Nie! Mam dla Ciebie to- Wyciągnął z kieszeni pudełeczko i klękną koło mnie.
-Oświadczasz mi się?
-NIE!-odpowiedział przewracając oczami.- To łańcuszek.- Podał mi pudełko. Otworzyłem je i zobaczyłem cieniutki łańcuszek a na nim srebrne skrzydło. Popatrzyłem z uśmiechem na Lou.
-Jest piękny.- Dotknąłem delikatnie skrzydła.
-Daj zapnę Ci go.-powiedział i wiją łańcuszek. Obróciłem się tyłem a Louis zapiął wisiorek.
-Dziękuję Ci ale z jakiej to okazji?
-Z żadnej. Nie masz nic ode mnie więc proszę.-uśmiechnął się szeroko patrząc mi w oczy.
-Dziękuję.- Wstałem z podłogo a Louis za mną. -Napijesz się czegoś?
-Nie. Ja i tak już muszę iść. Wpadłem tylko po to by Ci to dać. Teraz muszę iść- Uśmiechnął się lekko zaklopotany.
-Aha. No ok.
-To ja już pójdę.-powiedział, przytulił mnie i wyszedł z prędkością światła przez rozbite okno.


     Gdy skończyłem sprzątać było już po 17.00. W końcu mogłem siąść przed telewizorem i trochę się poobijać. Wziąłem pilota i rozłożyłem się na kanapie przed plazmą. Nagle poczułem ciepło na szyi. Popatrzyłem na wisiorek. Świecił i robił się coraz cieplejszy. Próbowałem zerwać go z szyi bo zaczynał mnie parzyć. Zerwałem go i rzuciłem na podłogę. Cholera! Co jest?! Stałem nad łańcuszkiem który zaczynał palić się żywym ogniem. Chciałem cofnąć się do tyłu gdy wpadłem na coś. Znieruchomiałem. Wiedziałem, że nic tam nie mogło stać a ściana jest jakieś dwa metry dalej. Powoli odwróciłem się do tyłu.
-Cześć!
-Samanta?1 Co Ty tu robisz?!- Cofnąłem się do tyłu.
-Przyszłam zobaczysz czy jeszcze żyjesz śmiertelniku.- Przeszła w koło stołu- Co to?- Spojrzała na wisiorek na podłodze, który po prostu sobie leżał.  Popatrzyłem zdziwony.
-Emm... Prezent od Louisa.-odpowiedziałem zdenerwowany.
-Zaczyna się.
-Co się zaczyna?
-On Cie zabija. A Ty jesteś taki naiwny. Na prawdę chcesz umrzeć?-  Podeszła do mnie bliżej i popatrzyła mi w oczy.- Uciekaj póki nie jest za późno. -Szepnęła do mojego ucha a mnie przeszedł dreszcz. Postanowiłem zebrać się na odwagę.
-Skąd możesz to wiedzieć?- Samanta popatrzyła się na mnie zimnym wzrokiem.
- Nieważne.
-Ważne!
-Nie.- Odwróciła się i ruszyła przed siebie. Podbiegłem do niej i chwyciłem jej dłoń.
-Stój! Skąd to wiesz?!- Podniosłem głos i pożałowałem tego. Nagle Samanta znalazła się tuż za mną wbijając paznokcie w moje ramiona. Syknąłem cicho z bólu.
-Wiem bo wiem. A Ty piękny nie musisz wiedzieć!-wysyczała mi do ucha i cisnęła o ścianę. Zsunąłem się z niej powoli na podłogę zaciskając zęby z bólu. Czułem, że mnie zatyka. Spojrzałem na rudowłosą kobietę,  która wpatrywała się we mnie z uśmiechem.
-Nadal chcesz wiedzieć Harry?-powiedziała i unosząc się nad ziemią zaczęła zbliżać się do mnie. Chciałem wstać ale żebra bolały mnie tak, że ledwie co oddychałem. Syknąłem z bólu a Samanta zaczęła się głośno śmiać.
-Jesteś taki słaby. Szkoda mi Cię cukiereczku.- Przyklęknęła przy mnie. Spojrzałem na nią i dopiero wtedy zobaczyłem, że jest... piękna. Jej włosy delikatnie falowały jak na wietrze, choć wiatru nie było. Oczy szklisto zielone były jak blizny na białej twarzy. Były one jedyną "żywą" częścią jej ciała. Podciągnąłem się powoli opierając na rękach.
-Szkoda?-wyszeptałem.
-Tak, szkoda.
-Tobie? Szkoda? Przed chwilą rzuciłaś mnie o ścianę! I jest Ci mnie szkoda?!-krzyknąłem. Wpatrujące się we mnie oczy Samanty zaczęły robić się czerwone. Wstała i za koszulkę uniosła mnie do góry tak, że stopami nie dotykałem podłogi.
-Nie będziesz na mnie krzyczał człowieku!- Cisnęła mną przez salon i wylądowałem na podłodze w kuchni. Zacisnąłem pięści i podniosłem się na nogi. W ustach czułem metaliczny posmak krwi. Odetchnąłem głęboko i poczułem, że zaczyna kręcić mi się głowie. Zamrugałem szybko. Popatrzyłem na Samantę, która stała na środku salonu.
-Chcesz jeszcze krzyczeć?-zapytała zimnym tonem, który przyprawił mnie o gęsia skórkę. Pokręciłem przecząco głową. Samanta stanęła przede mną. Nawet nie wiem kiedy. Uniosła rękę. Wiedziałem, że chce mnie uderzyć. Zamknąłem oczy. I nagle poczułem powiew wiatru. Otworzyłem je raptownie i zobaczyłem Louisa trzymającego Samantę przy ścianie.
-Zostaw go!-krzyknął przyciskając ją mocniej do ściany.
-Puść mnie.-wysyczała rudowłosa szarpiąc się. Lou puścił ją cofając się do tyłu. Samanta zjechała po ścianie.
-Nic Ci nie jest?-powiedział Louis nie patrząc na mnie.
-Chyba nie...-odpowiedziałem opierając się o blat. Skłamałem trochę. Czułem, ze zaraz zejdę. Louis podszedł bliżej Samanty.
-Idź stąd już.
-Nie możesz mi rozkazywać.-powiedziała wstając z ziemi.
-Idź.-odpowiedział Louis przybliżając się do niej.
-Kiedyś mnie kochałeś.-wyszeptała. Gdy to usłyszałem zaparło mi dech.
-Idź stąd!-krzyknął Louis popychając Samantę na ścianę.
-Kochałeś a później zabiłeś- ciągnęła. - Zabiłeś! Słyszysz Harry! Zabił mnie. Stąd to wiem. Mówił mi słodkie rzeczy a później dał mi to.- Wskazała na łańcuszek na podłodze.- Płonął ogniem co noc na mojej szyi. Uciekaj póki masz czas. A uwierz... Jest go mało.-wypowiedziała ostatnie zdanie ledwo słyszalnym głosem i zniknęła. Stałem jak głupi i gapiłem się przed siebie. Louis odwrócił się do mnie.
-Harry...
-Ciii...-przerwałem mu.- Bądź cicho. Ja... ja muszę iść.- Odsunąłem się od blatu i ruszyłem w stronę schodów gdy nagle zakręciło mi się w głowie. Zatoczyłem się do tyłu i poczułem ręce na plecach.
-Poczekaj. Zaniosę Cię.-powiedział Louis biorąc mnie na ręce. Chciałem coś powiedzieć, zaprotestować ale ogarnęła mnie ciemność a powieki same się zamknęły. Usłyszałem tylko ściszony głos Louisa:
- Kocham Cię.




























6 komentarzy:

  1. jest ciekawie, nie mogę doczekać się następnego rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
  2. AGFDDFHGADFASCBASDFHYGWREFYHDBS TO JEST TO JEST NO PO PROSTU ASDLVHFHV CZEKAM NA NAASTĘPNY KOCHANIE <3 @RUSZCYCA HIHI

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowny ,nie wiem czy mam wierzyć Samancie czy Lou :C
    @Gabi19_98

    OdpowiedzUsuń
  4. rany ale się porobiło o.o mam nadzieję że Samanta kłamie i Lou nie chce zabić Harry'ego to jest świetne ;) jeszcze czegoś takiego nigdy nie czytałam czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz czytam takiego ff i jest wspaniały .Mam nadzieję że Lou nie zabiję Harrego
    @luvyanialler xx

    OdpowiedzUsuń
  6. zmieniłam username z @luvyanialler na @larryslly :)

    OdpowiedzUsuń