środa, 10 lipca 2013

ROZDZIAŁ 1.



          Nie wychodziłem tydzień z domu. Sam nie wiem czemu. Bałem się Go? Bałem się spojrzeć w Jego nienaturalnie niebieskie oczy? Bałem się Jego dotyku? Sam już nie wiem... Codziennie odbierałem tysiące wiadomości "Wyjdź już.", "Nie musisz się mnie bać", "W Niedzielę do Ciebie przyjdę". Wszystkie od Niego.
Spojrzałem na kalendarz i zegarek na ścianie. Niedziela. Godzina 12.32.
-Co tak się gapisz w tą ścianę?-usłyszałem głos w oknie za sobą. Automatycznie się wyprostowałem i wstrzymałem powietrze. Powoli odwróciłem się. Stał na parapecie. Jego włosy rozwiewał wiatr a błękitne oczy wpatrywały się we mnie. Był ubrany w czarną , wyciśniętą bokserkę i czarne spodnie. Patrzyłem na Niego nie mogąc odwrócić wzroku i zdałem sobie sprawę, że koło okna nie ma drzewa po którym Lou mógłby wejść a jesteśmy na drugim piętrze.
-Jak się tu dostałeś?-powiedziałam spuszczając z Niego wzrok.
-Od czego ma się skrzydła.-uśmiechnął się i zeskoczył na podłogę. Przeszedł się po pokoju i siadł przede mną na podłodze.
-Co się dzieje?-popatrzył na mnie z powagą na twarzy. W słabym świetle jego policzki były lekko zapadnięte a rzęsy ciemniejsze. To sprawiało, że Jego oczy były jak bezchmurne niebo.
-Ty się dziejesz.-powiedziałem i przetarłem twarz dłońmi wypuszczając głośno powietrze. Louis pochylił się do przodu i popatrzył mi w oczy.
-Boisz się mnie. Ale czemu?-patrzył na mnie pytającym wzrokiem.
-Jesteś Aniołem... -odpowiedziałam i spuściłem wzrok.
-I co z tego?
-I co z tego?! Ty się słyszysz?!
-Tak. To nie robi różnicy.  Mam uczucia. Przecież nie zrobię Ci krzywdy, wiesz o tym prawda?-powiedział i ukląkł przede mną  na dwa kolana. Choć ciągle patrzyłem w podłogę i  nie widziałem go, wiedziałem, że patrzy na mnie tymi dużymi, zaszklonymi oczami.
-Powiedz, że wiesz.-uniósł głos.-Powiedz, że wiesz! Słyszysz?!- Podniosłem głowę i popatrzyłem na Niego.
-Nie wiem.-odpowiedziałem a Lou chyba nie spodziewał się tej odpowiedzi. Zrobił wielkie oczy i wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem.
-Harry...-wyszeptał ledwie słyszalnym głosem.-Przecież ja...-urwał.
-Ty co?-siliłem się na spokojny ton ale wyszedł bardziej zdenerwowany.
-Kocham Cię...-wyszeptał i spuścił wzrok. Patrzyłem na Niego nie mogąc uwierzyć, że to właśnie powiedział. Nigdy żaden z nas nie powiedział tego w prost. Wiedzieliśmy, że tak jest ale nie potrafiliśmy tego powiedzieć. Powoli zsunąłem się z łóżka siadając na podłodze. Dotknąłem Jego podbródka zmuszając do spojrzenia mi w oczy.
-Lou...-wyszeptałem.
-Tak?
-Kocham Cię.- Louis patrzył na mnie wielkimi, błyszczącymi oczami.
-Powiedziałeś to.-uśmiechnął się.
-Tak, wiem.-odwzajemniłem uśmiech. Louis przysuną się do mnie i wtulił się w moje ramiona. Objąłem go i przytuliłem mocno do siebie.
-Teraz już wiesz?-powiedział Lou lekko odsuwając się ode mnie by spojrzeć mi w oczy. Uśmiechnąłem się.
-Tak, wiem.-odpowiedziałem bez zastanowienia. Byłem pewien odpowiedzi. Louis uśmiechną się słodko i ujął moją dłoń splatając nasze palce. Patrzyłem uważnie na każdy Jego ruch. Przysunął się do mnie. Był mnie tak blisko, że nasze nosy się dotykały. Przyłożył swoje czoło do mojego.
-Kocham Cię...-wyszeptał i przyłożył swoje wargi do moich. Poczułem jak nagłe ciepło rozchodzi się po moim całym ciele. Zamknąłem oczy chcąc zatrzymać tą chwile na zawsze.  Błądziłem dłońmi po Jego plecach i zatrzymałem je na wysokości jego łopatek gdy poczułem, że coś mnie w nie parzy. Zabrałem szybko dłonie z pleców Lou. Gdy na nie spojrzałem były całe czerwone i straszne piekły. Louis odsuną się ode mnie i patrzył na moje dłonie.
-Co to było?!- Patrzyłem na Niego zdziwiony.
-Dotknąłeś moim skrzydeł.-powiedział i zaczął oglądać moje dłonie.-Trochę się sparzyłeś.
-No co Ty?!-powiedziałem z teatralnym zdziwieniem. Lou uśmiechnął się i pocałował moje dłonie. Ból ustąpił. Popatrzyłem na Niego zdziwiony.
-Jak Ty to?
-Normalnie. Dobra. Mam dla Ciebie małą niespodziankę. Chce Cię z kimś zapoznać.
-Z kim?
-Ahaa! Zobaczysz! Ale jedziemy do mojego mieszkania, dobra?
-No dobra.-powiedziałem dość nie pewnie.
-Zbieraj się. Czekam na dole.-odpowiedział, pocałował mnie w policzek i wyskoczył przez okno.

       Po 20 minutach byliśmy przed starym budynkiem. Na samą myśl, ze mam tak wchodzić przeszedł mnie dreszcz. Nie miałem zbytniej ochoty przechodzić tymi korytarzami, patrzeć na krwisto czerwone ściany i mijać czarne, tajemnicze drzwi.Ale cóż...  Musiałem.
       Gdy weszliśmy do budynku i  ruszyliśmy schodami na piąte piętro.
-To bardzo miła postać.-powiedział Lou gdy dochodziliśmy do jego mieszkania.
-To dobrze.- Dotarliśmy do 113. Louis przekręcił klucz w zamku i otworzył drzwi. Wszedłem do środka i zobaczyłem rudowłosą kobietę z okna. Znieruchomiałem. Gapiłem się na nią nie mogąc się ruszyć. Louis staną między nami.
-Samanta to Harry. Harry to Samanta. Moja sąsiadka z naprzeciwka.-oznajmił z szerokim uśmiechem. Samanta patrzyła na mnie i uśmiechnęła się widząc mój lekki paraliż.
-My się już znamy z Twoim miłym kolegą.-odpowiedziała a mnie przeszły ciarki widząc jej jeszcze większy uśmiech.
-To dobrze. Pójdę zrobić herbaty.-powiedział radośnie Louis i zniknął w kuchni zostawiając nas samych. Samanta odwróciła się do okna a ja wypuściłem długo wstrzymywane powietrze. Zapadła cisza. Powtarzałem sobie w głowie "WYLUZUJ SIĘ!" ale za bardzo to nie pomagało.
     Nagle rudowłosa kobieta znalazła się tuż przy moim uchu. Znów znieruchomiałem. Biło od niej zimno, mocne zimno. Aż poczułem, ze robi mi się gęsia skórka. Jej włosy i suknia falowały choć nie było wiatru.
-On nie jest człowiekiem.-wyszeptała lodowatym głosem, który rozbrzmiewał echem w mojej głowie.
-Wiem.-odpowiedziałem cicho.
-Nie rozumiesz. Nie jest też tym za którego go uważasz. Pod jego skórą kryje się więcej sekretów niż tylko skrzydła.
-O czym Ty mówisz?!
-Ciii... Śmiertelniku. On nie jest tak czystym Aniołem na jakiego wygląda. Choć jego usta są miękkie a słowa słodkie, serce jest twarde i gorzkie. Nie zmienisz tego. On jest wielki. A ty... Jesteś ziarenkiem piasku w morzu ludzi między światami. On może mieć wszystko. Dlaczego miałby wybrać Ciebie? No pomyśl. Zwykłego śmiertelnika, który nawet nie żyje wiecznie.- Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Po prostu stałem a myśli w mojej głowie biły się ze sobą. Samanta odsunęła się ode mnie i popatrzyła w moje oczy.
-Kochasz go... I to będzie największy błąd Twojego życia.
-Czemu?- Musiałem zapytać. Samanta do tchnęła mojego policzka zimna dłonią. Poczułem jakby chłodny wiatr musną mój policzek.
-Jesteś piękny. Za piękny by zginąć.
-Co masz na myśli?!
-Nie przeżyjesz tej miłości. Ta miłość Cię zabije. On Cię zabije...-powiedziała i nagle zniknęła. Rozejrzałem się po salonie. Nie ma jej.
-Gdzie Sam?- Usłyszałem za sobą głos Louisa.
-Wyszła-odpowiedziałem nie odwracając się do Niego.
-Szkoda. Mamy dobrą herbatkę.- Słyszałem za sobą stukot filiżanek z herbatą. Spojrzałem w okno na przeciwko. Stała w nim i patrzyła na mnie. Usłyszałem głos w mojej głowie: " Czysty Anioł ma na nadgarstku napis: WHITE, Ciemny Anioł ma napis: BLACK a brudny Anioł ma Księżyc. Sprawdź Jego idealną dłoń."
Popatrzyłem na Lou podnoszącego akurat filiżankę do ust ukazując nadgarstek... KSIĘŻYC... 




Nowy rozdział.
Jego długość może przerażać ;p

Dziękuję za przeczytanie i liczę na Twoją opinię w komentarzu x
                                                       
                                                               Dziękuję ♥